IV Edycja Marszu „Śladami Gen. Nila – Od Zmierzchu do Świtu” 10-11.09.2015.

W nocy z 10/11 września tego roku wraz z kolegą Tomkiem braliśmy udział IV Edycji Marszu „Śladami Gen. NILA – do zmierzchu do świtu”. Zapraszam serdecznie do reportażu Tomka z tej imprezy:

Nocny marszobieg na dystansie 50 km po górach organizowany przez Jednostkę Wojska Polskiego? Do tej pory w moim słowniku biegacza słowo marszobieg oraz wojsko nie kojarzyły się atrakcyjnie w kontekście zawodów ultra czy biegów górskich. Jednakże pomysł wyjazdu po nowe doświadczenia rzucony przez partnera od wspólnych górskich wariacji -Przemka, spowodował że 10 września popołudniu meldujemy się w biurze organizatora w Porębie k. Mysłowic.

Na początku nieco onieśmielała nas mnogość facetów w mundurach, komend i sprzętu wojskowego – widok zdecydowanie różniący się od stref biegacza na zwykłych „cywilnych” zawodach. Dodatkowo przed startem uroczyste złożenie kwiatów i krótki apel pod pomnikiem walk oddziałów partyzanckich AK – patrona jednostki specjalnej NIL która organizowała zawody. Także ciekawie było obserwować jak część uczestników ubrana w startowe legginsy, asiscy, salomony i camelbagi, w trakcie apelu nieświadomie przyjmuje postawę zasadniczą  Potem było już tradycyjnie, odliczanie i start.

SONY DSC

W biegu wystartowało 151 zawodników- w tym 14 kobiet. Ideą marszobiegu było pokonanie trasy wiodącej szczytami Beskidu Makowskiego oraz Wyspowego przez miejsca związane ze śladami walk zgrupowania AK „Murawa” z oddziałami hitlerowskimi. Trasa liczyła około 50 km długości i 2500 m przewyższenia. Najwyższy punkt, Górę Szczebel 977 m npm, zapamiętali wszyscy uczestnicy z uwagi na 20% nachylenie stoku podejściowego i stromy zbieg po mokrym zboczu . Zgodnie z hasłem przewodnim start odbył się o 18.59 czyli o zachodzie, a zamknięcie trasy nastąpiło o wschodzie czyli 6.07. Dodatkowym utrudnieniem był brak jakichkolwiek punktów żywnościowych, jedynie na 32 km można było uzupełnić wodę.

Bieg wygrał Robert Dudzik z czasem 5 godz. 13 min, a wśród kobiet Kamila Gruszka 7 godz. 40 min. Trasa nie była najeżona polami minowymi, strefami ostrzału  snajperów ani potykaczami jak można było się spodziewać po oddziałach specjalnych. Za to w kluczowych miejscach wisiały światła chemiczne oraz taśmy wskazujące kierunek biegu. Na szczytach oraz przy przekraczaniu dróg publicznych rozstawieni byli żołnierze z Nila kontrolujący nasze poczynania i dbający o bezpieczeństwo.

Jak się okazało z rozmów w trakcie imprezy większość uczestników to żołnierze oddziałów specjalnych NIL, AGAT czy 6 Brygady Pow-Desantowej oraz funkcjonariusze służb mundurowych. Ale startowali też ratownicy GOPR oraz zwykli cywilni biegacze. Było też kilka osób z kręgów turystycznych. Z rozmów z uczestnikami wynikało ze wielu startuje już dwukrotnie w zawodach.

Po biegu stwierdziliśmy z Przemkiem, że trasa była trudniejsza niż się spodziewaliśmy. Na pewno pokonanie jej sprawiło nam obu wiele satysfakcji. Mile zaskoczyła nas organizacja – po biegu mogliśmy wypocząć w ogrzewanych, wojskowych namiotach na polowych łóżkach. Była także wojskowa grochówka i makaron z serem;).

Podsumowując zacytuję rozpoczynającego bieg dowódcę jednostki NIL płk. Mirosława Krupę:”Przed Wami 50 km nocą po szczytach Beskidów. Na zbiegach jest ślisko i niebezpiecznie. Ponadto jest zimno i pada deszcz. Ale sami za to zapłaciliście! Powodzenia!”.

Tomek Ciepliński